Jeśli prowadzisz regularnie budżet domowy, to zastanawiasz się pewnie teraz: po co mi porządki w domowym budżecie? Przecież ja mam wszystko poukładane! James W. Frick. mawiał: „Pokaż mi na co wydajesz pieniądze, a sam odgadnę Twoje priorytety”. W nawet najlepiej, najsystematyczniej, najdokładniej prowadzonym budżecie domowy przychodzi taki moment, kiedy trzeba jednak posprzątać i spojrzeć z „lotu ptaka” dokąd poszły moje pieniądze. Czas wyciągnięcia wniosków, wcielenia się w „adwokata diabła” i krytycznego spojrzenia na swoje działania. 

Budżet domowy prowadzisz przecież po to, aby pieniądze szły właśnie tam, gdzie chcesz Ty. Ma on być narzędziem do realizacji Twoich celów finansowych. … A cele finansowe mają Ci pomagać realizować marzenia. Dlaczego więc nie spojrzeć, od czasu do czasu, krytycznie na to, czy i jak się do realizacji tych marzeń przybliżasz? Tak dla własnego dobra i sprawdzenia, czy jesteś na właściwej drodze albo czy nie da się na tej drodze trochę przyspieszyć 😉 .

Porządki w domowym budżecie FacebookJa takie porządki finansowe robię często na wiosnę, o czym pisałam w poprzednim artykule. Dziś druga część mojego finansowego sprzątania, czyli porządki w domowym budżecie. Będzie o tym, gdzie łapię za finansowy „odkurzacz” i na koniec pewien sposób, którego nauczyłam się pracując w korpo. I choć kiedyś wydało mi się, że się nie da, to jednak… ale o tym na koniec. Nie wyprzedzajmy faktów.

Porządki w domowym budżecie, czyli jestem bliżej czy dalej do celu?

1. Porządki w wydatkach w budżecie

Na start przyglądam się moim wydatkom. Zaczynam od najbardziej „kapitałochłonnych” pozycji. Oczywiście chodzi o to, aby znaleźć takie, które najbardziej zjadają moje pieniądze i najpierw w nich poszukać oszczędności. Jeśli się da, to nie „narobię się wiele”, a zysk będzie największy. U mnie spora pozycja, to wydatki związane z opłatami eksploatacyjnymi mieszkania. Podatki gruntowe, użytkowanie wieczyste, media, opłaty do administracji osiedla. Na większość z nich nie mam niestety większego wpływu, ale „coś” zawsze da się zrobić… o czym będzie więcej za chwilkę.

W tym przeglądzie wydatków uwzględniam także wyniki moich wiosennych porządków w domu, lodówce, szafach czy „schowkach”, o których pisałam w poprzednim artykule. Dokładna lista przygotowana przy porządkach tego, co w taki czy inny sposób trafiło „do kosza”, pomaga bardzo przełożyć to na konkretne pozycje w budżecie. U mnie zdecydowanie na cenzurowanym lekarstwa, zakupy w osiedlowych sklepikach…

Robię też taki ogólny rachunek sumienia na ile moje wydatki, ich wysokość i struktura wspierają i są zgodne z moimi celami finansowymi.

2. Wydatki bezproduktywne tnę do „żywego”.

O wydatkach bezproduktywnych pisałam więcej w artykule o „Mindfulness Finansowy i uważne wydatki”. Są to właśnie rzeczy, które kupujemy, a z których nie korzystamy. Mogą to być „fizyczne” produkty jak np. nadprogramowe ubrania, których nawet nie ubraliśmy, ale też różnego rodzaju książki czy gazety, których nigdy nie czytamy, czy członkostwa w klubach, do których nigdy nie chodzimy.

Ja taką listę rzeczy, których absolutnie pod żadnym pozorem mam nie kupować w kolejnym roku dorzucam jako zakładkę do mojego Excela domowego budżetu oraz wrzucam jako listę w Listonic. Po to, aby móc do niej zajrzeć, jak jestem gdzieś w sklepie i jednak mnie jakiś wydatek kusi.

Osobiście największy „kryzys” mam w różnego rodzaju sklepach z wyposażeniem do kuchni. Uwielbiam gotować, a gadżety kuchenne są dziś tak piękne, że czasami trudno się oprzeć specjalnemu nożowi (numer 257 😉 ) do np. avocado… nie mówiąc o miseczkach, miarkach czy innych „duperelkach” w tysiącach kolorów i rozmiarów. Prawda jest jednak taka, że większość z nich jedynie zagraca kuchnie i szafki. Stoi bezużytecznie, bo jak już raz w roku można by ich użyć, to oczywiście w całym tym zatrzęsieniu gadżetów znaleźć ich nie można. Od jakiegoś czasu przeszłam w kuchni na minimalizm i jego staram się trzymać. Nie mam „gościnnej zastawy”, specjalnych noży poza podstawowym zestawem do codziennego użytku, jestem właścicielką garnków w 4 rozmiarach, 3 patelni, kilku podstawowych „foremek” do pieczenia, nie kolekcjonuję słoików itp. … i dalej da się żyć i pysznie gotować.

Głęboko wierzę, że każdy z nas ma taki swój „krytyczny” obszar. Może u Ciebie są to ubrania, torebki, buty, gadżety elektroniczne czy jeszcze coś innego. Coś, co tak naprawdę napędzane jest głównie przez reklamę i marketing różnych produktów, często faktycznie związane z Twoim „słabym punktem” (czyli czymś, co bardzo lubisz), ale wydawanie na to pieniędzy jest jednak w dużej mierze marnotrawstwem… bo tak naprawdę nie ma to nic wspólnego z Twoją przyjemnością samą w sobie. To czy wycisnę sok z cytryny do risotto, używając zwykłego widelca i sitka (które mają więcej zastosowań w kuchni) czy tej specjalnej, stworzonej tylko do cytryn, za kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych nie zmieni smaku mojego risotto. (Dla jasności, mam przynajmniej cztery takie specjalne „wyciskaczki” do soku z cytryn – zdobycze prezentowe ;-)… i dalej najczęściej łapię za widelec i sitko. )

3. Wydatki na styl życia, czyli to gdzie najłatwiej popłynąć.

Restauracje, kawiarnie, luksusowe wakacje, kolejna para butów czy ciuch, którego tak naprawdę nie potrzebujemy, bo „stary” ma się świetnie… nie wspominając już o elektronice, samochodach czy innych przyziemnych atrybutach „sukcesu” i podejścia „stać mnie, to sobie kupię” – oto najwięksi zjadacze naszych wypracowanych pieniędzy. To też obszar, na który najmocniej zasadzają się różne marki, starając się nas przekonać, że zwyczajnie nasze życie będzie lepsze, status społeczny wyższy, jeśli jeszcze kupimy to, czy tamto.

Daleka jestem od twierdzenia, że te wydatki są bezsensu i w ogóle ich ponosić nie należy. Sama lubię fajne, ładne czy ekskluzywne rzeczy. Wolę mieć mniej, a właśnie lepszych rzeczy. Posiadanie ich samo w sobie oczywiście nie zmienia „jakości” mojego życia czy nie sprawia, że jest ono „lepsze” … jednak przynajmniej dla mnie, jest ono zwyczajnie przyjemniejsze. Pieniądze w części zarabiam też przecież po to, aby fundować sobie właśnie „przyjemności”.

W przypadku wydatków na styl życia ważne jest jednak, aby mieć ściśle określony budżet i dobrze się nim rządzić… i robić przegląd tego, jak trzymanie się tego budżetu nam wychodzi. Ja przynajmniej tak robię. Analizuję też, na ile dana kupiona rzecz się sprawdziła. Jeśli zakup był nietrafiony albo zwyczajnie nie dał mi tyle radości, co oczekiwałam, że mi da, to skrzętnie to sobie notuje. Kiedy następnym razem zaczyna mnie „świerzbić”, żeby jednak wydać pieniądze, to mam gotowe argumenty przeciw. Własne! I dlatego trudno mi z nimi dyskutować, więc i łatwiej wtedy odpuszczam.

W ramach porządków w domowym budżecie – przeanalizuj swoje wydatki na styl życia, ustal budżet i co powinno być oczywiste, nigdy, ale to nigdy nie finansuj ich z kredytu, tylko z gotówki, jaką już masz.  Z pieniędzy już zarobionych. Sytuacja idealna to oczywiście taka, gdzie finansujesz to ze swoich zarobków kapitałowych, czyli zysków ze swoich inwestycji czy dochodu pasywnego 😉

4. Porządki w kategoriach budżetowych. 

Porządki w domowym budżecie to też dobry moment na przyjrzenie się kategoriom, jakie mamy. Ja nie lubię mieć ich zbyt wiele, bo wtedy tracę motywacje do spisywania wydatków i ich analizowania. Zwyczajnie sam proces ich „rejestracji” zajmuje mi wtedy zbyt wiele czasu. Także staram się, aby nie było tych kategorii zbyt wiele, ale a z drugiej strony powinny one oddawać dobrze strukturę moich głównych wydatków, czyli tego, gdzie wydaję najwięcej pieniędzy. Przynajmniej raz w roku przyglądam się więc kategoriom i decyduje, które zostają, które wchodzą do gry, a które czas „zamknąć”.

5. Abonamenty. 

Podsumowuję wszelkie usługi abonamentowe. Ja akurat szalenie nie lubię wszelkich zobowiązań abonamentowych… no ale czasami się nie da. Robię też przegląd terminów, kiedy ulegają wygaśnięciu umowy oraz tego, jak faktycznie korzystam z tych usług. Tam, gdzie nie korzystam w ogóle, to kalkuluję, ile będzie mnie kosztować wypowiedzenie wcześniejsze umowy. Jeśli więcej niż dalsze ponoszenie opłat abonamentowych to umowę kontynuuję, ale wypowiadam ją od razu z zachowaniem terminów umownych, czyli na koniec jej okresu. Tak, żeby nie zapomnieć wypowiedzieć na czas ;-). Oceniam też czy obecnie nie ma lepszych ofert na rynku. Czasami też wypowiedzenie obecnej umowy i powołanie się na korzystniejszą ofertę powoduje, że jednak dostaję lepsze stawki i mogę trochę zaoszczędzić. Tam, gdzie nie korzystam z pełni usług, szukam tańszego abonamentu, który będzie miał to, z czego faktycznie korzystam.

Podsumowując – robię rachunek sumienia i portfela, jeśli chodzi o abonamenty i szukam tu konkretnych oszczędności.

6. Sprzedawca prądu – może czas na zmiany?

To moje zadanie na liście „do zrobienia” na najbliższe miesiące. Dokonać uczciwej kalkulacji i rozejrzeć się za zmianą sprzedawcy prądu. Mój obecny wkurzył mnie ciągłym zawyżaniem prognoz do zapłaty, tylko po to, aby moimi wpłatami regulować swoją płynność… a dodatkowo z różnych zestawień, jakie „wpadają mi” w ręce wychodzi, że jest najdroższy. Czas więc zabrać się za temat samodzielnie, poprosić o konkretne oferty i zobaczyć jakie te kalkulacje będą faktycznie dla mojego domu.

Dodatkowo zużywamy zdecydowanie więcej prądu niż średnie gospodarstwo domowe… ale tu domowe negocjacje oszczędniejszego podejścia są bardzo ciężkie ;-). Myślę wiec nad jakimś fajnym urządzeniem pomiarowym, aby faktycznie sprawdzić na co u nas idzie prąd.

Po porządkach domowo – wydatkowych pozostają mi jeszcze porządki bardziej „kapitałowe” do ogarnięcia, czyli:

7. Przegląd rachunków bankowych i kart… oraz ubezpieczeń. 

Z jednej strony tych kont, które są do zamknięcia, bo pozostały po różnych promocjach i z nich zwyczajnie nie korzystam. Z drugiej strony tych, z których korzystam na co dzień.

W ostatnim czasie chyba we wszystkich bankach pojawił się kalejdoskop zmian pobieranych opłat i prowizji. Czas przyjrzeć się bliżej jak to wygląda u mnie. Czy moje konto i karta nadal są tak dobre, jak mi się wydaje. Czy być może pojawiły się jakieś dodatkowe opłaty i prowizje, których nie zobaczyłam, bo np. moje transakcje na karcie do konta nie zeszły poniżej jakiegoś progu minimalnego. Co z nadchodzącym sezonem wakacyjno-wyjazdowym? Czy tu może czekają mnie jakieś niespodzianki i dodatkowe opłaty.

Cel jest prosty za konto, kartę do rachunku i kartę kredytową mam nie mieć żadnych opłat. Tak mam kartę kredytową. Bez niej trudniej na przykład wypożyczyć auto za granicą 😉

W ramach tej akcji robię też przegląd moich stałych zleceń ze szczególnym naciskiem na ich datę wygaśnięcia i aktualność kwoty. Zdarzało mi się bowiem nie zapłacić np. opłat do administracji, bo zlecenie ustawione jakiś czas temu wygasło… a ja się nie zorientowałam. Tak dostałam powiadomienie w skrzynce w bankowości internetowej, że wygasa niebawem, że wygasło… ale tej wiadomości nie odczytałam 😉 .

Patrzę także na ubezpieczenia mieszkania, samochodu itp. kiedy wygasają czy jest jakaś szansa na redukcję kosztu i korzystniejsze oferty… ale tu trzeba zwracać szczególną uwagę czy zakres ochrony jest taki sam.

8. Przegląd lokat i kont oszczędnościowych.

Wiosna to też dobry czas, aby przyjrzeć się lokatom i oprocentowaniu konta oszczędnościowego.

Obecnie inflacja poszła w górę. GUS podał, że w lutym rok do roku wynosiła ona 2,2%. Zakładając, że utrzyma się na tym samym poziomie i „podatek Belki” do zapłaty, to czas szukać ofert na minimalnym poziomie oprocentowania 2,62%, żeby pieniądze trzymane na „bezpiecznych” produktach przynajmniej nie traciły na wartości.

Odświeżam też sobie listę zapadalności lokat, tak aby nie odnowiły się samodzielnie na jakimś absurdalnie niskim oprocentowaniu.

9. Przegląd inwestycji.

Przegląd inwestycji to z jednej strony przegląd samej strategii inwestycji. Czyli upraszczając tego, ile chcę zarabiać i jakie ryzyko akceptuję. To, w co zainwestuję, w dużej mierze będzie właśnie tego pochodną.

Oczywiście rozliczam też wyniki poprzedniego roku. Które inwestycje i w jaki sposób realizowały moją strategię. Jakie lekcje i nauki pod kątem inwestowania mogę z nich wyciągnąć.

Patrzę też krytycznie na koszty i opłaty, jakie ponoszę. Sprawdzam, czy są tańsze alternatywy. Oczywiście nie zawsze opłaca mi się zamknąć czy przenieść aktywne inwestycje, ale przynajmniej wiem, czy nie zacząć nowych gdzieś indziej albo nie próbować renegocjować obecnych warunków.

Na koniec podsumowuję oszczędności, jakie znalazłam już na dziś po takim finansowym sprzątaniu domowego budżetu. …i kiedy wydaje mi się, że mam wszystko za sobą to wtedy … cisnę dalej!

Zadaję sobie pytanie: „… A co jeśli mam obciąć ten budżet o kolejne 10,20 czy 30%? Z czego mogę jeszcze zrezygnować?” … i szukam dalej, aż nie znajdę tej kwoty.

Jest to podejście drastyczne. Klasyczne doświadczenie z korpo, kiedy zarządzasz jakimś obszarem, masz budżet na ludzi, projekty itp. i nagle przychodzi decyzja „z centrali”, że każdy ma znaleźć oszczędności np. na 20-30%. Jeśli miałabym to zrobić sama z siebie – ćwiczenie niewykonalne, nie da się. … a tu jednak… wiesz, że jak ty samodzielnie nie znajdziesz oszczędności tam, gdzie ma to jakiś sens, to i tak „ktoś” Ci obetnie. Znajdzie te oszczędności za Ciebie, a ty zostaniesz i tak z wdrożeniem tej decyzji. … więc jednak szukasz i zawsze znajdujesz.

Dlaczego więc nie zrobić takiego ćwiczenia z własnym budżetem domowy? Ja lubię je robić, bo pozwala mi ono przede wszystkim zobaczyć faktyczny dalszy potencjał oszczędnościowy w wydatkach domowych. Dzięki niemu widzę też możliwość na np. przyspieszenie realizacji swoich celów i marzeń.

Ostatecznie oczywiście mogę się nie zdecydować na tak głębokie cięcia w wydatkach, ale przynajmniej wtedy wiem, że to, że więcej wydaję, a oszczędzam mniej, jest moim świadomym wyborem. Nie frustruję się np. wolniejszą realizacją moich marzeń. Nie mam poczucia winy, że na coś wydaję, a moje marzenia „wiszą”. Moje osobiste podejście do realizacji moich celów finansowych jest bardziej zrelaksowane. Finanse, robienie budżetu, spisywanie wydatków nie stresuje i nie frustruje mnie. Mam też świadomość, że jeśli jednak chciałabym zwiększyć „tempo” spełniania moich marzeń, to jest to zależne ode mnie. Niemożliwe staje się więc możliwe.

Jeśli jeszcze nie próbowałaś lub nie próbowałeś tego ćwiczenia, to gorąco Ci je polecam!  Jak i polecam Ci wykonanie takich pełnych porządków w domowym budżecie przynajmniej raz w roku.

… a i uprzedzając niektóre komentarze, jeśli z porządków, analiz i nawet ostatniego ćwiczenia wychodzi, że nie da, nie ma na czym zaoszczędzić w budżecie, to najprawdopodobniej odpowiedzią jest zwiększanie dochodów 🙂 .

Na zakończenie ciekawa jestem …

? Jakie porządki budżetowe robisz u siebie? Masz jakieś rady i refleksie, na co warto zwrócić szczególną uwagę?

Podziel się w komentarzu! Może komuś Twój pomysł pomoże i posłuży za inspirację.  🙂 


Masz Talent Kasia IwanoskaPolub moją stronę Finanse od Kuchni – Kasia Iwanoska na Facebooku

Jeśli podobał Ci się ten artykuł udostępnij go proszę swoim znajomym, zostaw „lajka” lub komentarz, a  będę wiedziała, że moja praca ma sens. Dla mnie taki Twój gest to ogromna motywacja do dalszej pracy!
IMG_0280

 

 

NIEB_BANER koniec post-okrag