Oszczędzanie na jedzeniu wielu z nas kojarzy się zapewne z polowaniem na najniższe ceny. Oczywiście to, żeby nie przepłacać za produkty spożywcze, jest ważne. Szczególnie ważne w domach, gdzie wydatki jedzeniowe stanowią nadal sporą część domowego budżetu. Chciałam Cię jednak namówić do szerszego spojrzenia na to, w jaki sposób każdy z nas może zaoszczędzić na jedzeniu. Dla mnie krok to wdrożenie w życie zasady „Nie wyrzucaj jedzenia”.

Pomysł na ten artykuł zrodził mi się podczas przygotowań do jednej z transmisji na żywo w naszej grupie świątecznego wyzwania. Na live miało być o tym, jak trzymać się wyznaczonego budżetu na zakupy jedzeniowe na święta. W ramach ciekawostek zaczęłam szukać informacji o tym, ile jedzenia wyrzucamy w Polsce, w Europie czy w ogóle na świecie. … i dane, na jakie natrafiłam, to było przynajmniej dla mnie prawdziwe „uderzenie obuchem w łeb”!

Oszczędzanie na jedzeniu i ja…

W moim domu rodzinnym zawsze panowała zasada, że „jedzenia się nie wyrzuca”. Od małego powtarzali to wszyscy w koło. Argumenty były różne: bo tyle osób na świecie nie ma co jeść, bo jedzenie trzeba szanować, bo to wyrzucanie pieniędzy do kosza, bo jest trudno zdobyć jedzenie.

Czas mojego dzieciństwa to oczywiście czas PRL, okres stanu wojennego i zaraz po.  Czas, kiedy naprawdę wierz mi: na półkach stał tylko ocet i olej (nie mylić z oliwą z oliwek). Wszyscy czekali na moment, kiedy „rzucą” coś do sklepu, tworzyły się społeczne listy kolejkowe (i nie mieliśmy wtedy czegoś takiego jak „wydarzenie na Facebooku”, żeby się zorganizować). Wystawało się w długich kolejkach w sklepie (a najczęściej na dworze poza nim… w zimę też!), bez gwarancji, że „coś” dla Ciebie zostanie. Mięso i wiele innych produktów było na kartki. W danym miesiącu można było legalnie kupić jedynie określoną ilość danych produktów spożywczych… a do tego, jak już „rzucili” na przykład „szynkę”, to nie można było wykupić od razu całej „kartki”. Przecież musiało w sklepie zostać coś, chociaż dla kilku osób ustawionych w kolejce za Tobą. Nie było też wiadomo co, gdzie, kiedy i ile rzucą.

Oszczędzanie na jedzeniu FacebookWiem, wiem… obecnie dla wielu osób brzmi to, jak film „Sience Fiction” albo „spożywcza” wersja gry w „Pokemon Go”. Coś na zasadzie „załap” swoją „szynkę” albo „pomarańczę” w sklepie za rogiem… oj w tym nie ma?! To musisz lecieć do kolejnego!

Pewnie w dużej mierze, właśnie z tego niedoboru brał się wielki szacunek i praktyczne podejście do jedzenia i zasada, że „jedzenia się nie wyrzuca”. Potem przyszła gospodarka rynkowa, wszystko zaczęło być dostępne, opakowania kolorowe, brzuchy coraz większe… Nastało trochę automatyczne, często „emocjonalne” wrzucanie kolejnych produktów do koszyka.

… Aż w pewnym momencie, mój kolega z pracy (Rafał pozdrawiam Cię!) przy rozmowie przy kawie opowiedział o tym, jak zrobili z żoną podsumowanie, ile jedzenia nie zjadają jako rodzina i trafia ono do kosza. Powtórzony eksperyment u mnie w domu, oczywiście przyniósł również dla mnie zaskakujące rezultaty. Od tamtego czasu, minęło już jakieś 10 lat i faktycznie bardzo zmieniliśmy w naszym domu sposób kupowania jedzenia. Ja wróciłam do starych „babcinych” sposobów jego przetwarzania, a zasada „jedzenia się nie wyrzuca” na nowo rozgościła się w naszych progach.

Wracając jednak do danych, które tak „przetrąciły” moją głowę….

info grafika ile kupowanego jedzenia trafia na śmietnik

Oszczędzanie na jedzeniu – czyli ile żywności wyrzucamy?

Jeśli chodzi o liczby to:

  • 1,3 miliarda ton jedzenia marnuje się co roku na świecie. Jest to aż 1/3 produkowanej żywności!
  • W Europie jest marnowane niemal 100 milionów ton żywności. W tej liczbie nie ma strat odnoszących się do rolnictwa i rybołówstwa. Skala jest więc najprawdopodobniej jeszcze większa.
  • W Polsce marnuje się blisko 9 milionów ton żywności (Eurostat) w tym:
    • produkcja żywności marnuje blisko 6,6 milionów ton
    • gospodarstwa domowe to ponad 2 miliony ton,
    • inne źródła, czyli sektor dystrybucji to 0,35 miliona ton (350 000 ton żywności).
  • Polska jest na 5 pozycji państw marnujących jedzenie w Unii Europejskiej. Przed nami jest Wielka Brytania, Niemcy, Francja oraz Holandia. W krajach zachodnich skala marnowania żywności jest większa wśród konsumentów, natomiast w Polsce dane Eurostatu wskazują na branżę spożywczą jako główne źródło marnowania… ale nie popadajmy w samouwielbienie, bo…
  • Typowy Europejczyk wyrzuca na śmietnik 20-30% kupowanego jedzenia, a 2/3 tego jedzenia nadawałoby się do spożycia!
  • W Polce w pieniądzu szacuje się, że miesięcznie na osobę trafiają do kosza produkty na kwotę około 50 PLN. Rocznie to już 600 PLN wyrzucone do śmieci przez „statystycznego Polaka”.

Co najczęściej z jedzenia wyrzucamy w Polsce do kosza?

5 produktów, które marnują się najczęściejNajczęściej do kosza trafiają: pieczywo, owoce, wędliny, warzywa, ziemniaki, jogurty, sery, mięso, mleko.

Jako najczęstszą przyczynę wyrzucania żywności podajemy: przegapienie terminu przydatności do spożycia, niewłaściwe przechowywanie żywności, zakup złego jakościowo produkt, zbyt duże porcje posiłków, zbyt duże zakupy.

Szczegółowe dane oraz info-grafiki znajdziecie na stronie Banków Żywności. Zresztą wydrukowanie i przypięcie takiej grafiki w kuchni albo przypięcie sobie na wózek w supermarkecie może być dobrym pomysłem na zmotywowanie się do rozsądnych zakupów żywieniowych.

Nie wiem jak Was, ale mnie te dane naprawdę poruszają i zwalają z nóg. Około 600 PLN potrafimy w ciągu roku, „na głowę, wyrzucić do kosza… nie mówiąc już o społecznym aspekcie wyrzucania pożywienia. Może warto w takim wypadku oszczędzanie na jedzeniu zacząć przede wszystkim od niewyrzucania go? Pomyśl, jeśli podchodzisz do zakupów jedzeniowych jak „statystyczna Europejka”, lub „statystyczny Europejczyk” to możesz mieć 20-30% budżetu wydawanego na jedzenie w kieszeni. Warto pochylić się nad swoimi nawykami dla takiej „kasy”? Dla mnie warto!

Tylko, co z tym wszystkim zrobić? Jak zacząć? Jak  i w wielu innych dziedzinach, tak i tu z pomocą przychodzi nam świadome podejście do tematu, planowanie i działanie.

Gotowy przepis „na start” – bardzo proszę!

Oszczędzanie na jedzeniu, czyli jak kupować mądrze:

1. Zaplanuj posiłki – dokładnie.

Mądre kupowanie jedzenia zaczyna się na długo przed tym, nim zaczniesz wkładać produkty do koszyka. Zastanów się co i ile zjesz na przykład w ciągu tygodnia na każdy z posiłków. Spisz to. Planowanie posiłków, będzie miało zbawienny wpływ nie tylko na Twój portfel, ale też pozwoli Ci świadomiej i zapewne z czasem zdrowiej się odżywiać. Wierz mi, że jak widzisz, spisane „czarno na białym” co zjesz, z czasem głowa sama zaczyna „pracować” i się cenzurować: „okej… 5 razy parówki w ciągu tygodnia, to może nie jest dobry pomysł”. Postaraj się planować menu tak, aby przynajmniej kilka dni w tygodniu składało się z dań lub produktów, które możesz „przetworzyć” i w jakiejś formie dłużej przechować. Jeśli, coś Ci jednak wypadnie i nie zjesz posiłku, to spokojnie, zamiast wyrzucać do kosza, na przykład zamrozisz półprodukty, albo gotowe danie.

2. Zrób listę produktów i wyznacz budżet.

Mając zaplanowane posiłki, rzetelnie zrobisz listę tego, co jest ci naprawdę potrzebne. Wyznaczony budżet pozwoli utrzymać w ryzach nie tylko „twój portfel”, ale i kupowanie rzeczy tylko z listy. Jeśli masz problem z trzymaniem się listy i budżetu na zakupach, to rozważ wzięcie i zapłacenie gotówką. Możesz też założyć sobie kartę przedpłaconą, którą przed zakupami zasilisz dokładną kwotą.

3. Sprawdzaj daty przydatności do spożycia.

Niby każdy o tym wie, ale rzadko kto sprawdza. Kupuj produkty z dłuższą datą przydatności. Jeśli jednak okaże się, że jedzenie zostaje, to masz szansę opóźnić kolejne zakupy i jednak to zjeść. Często supermarkety „ z frontu”, na półkach ustawiają produkty z krótszą datą przydatności, a od tyłu znajdują się te z dłuższa. Ja na przykład kupując jogurty na tydzień, wybieram „miks dat”. Nie chodzi przecież o to, abym „zabrała wszystkie z najdłuższą”, gdzie sklep i tak potem wyrzuci, to czego klienci nie kupili.

4. Jeśli chcesz zrobić zapasy – dobrze zaplanuj dokładnie co kupisz „na zapas”.

Czasami zdarzają się okazje cenowe produktów, które często spożywamy. Szczególnie wtedy zachowaj czujność, jeśli chodzi o daty przydatności do spożycia. Nie ma sensu robić zapasów, których nie zjesz, tylko wyrzucisz do kosza. Jeśli robić zapasy to produktów, które faktycznie przetrwają, albo da się je przetworzyć i tak przechować.

5. Szukaj sensownych okazji cenowych.

Dla wielu osób sensownym cenowo rozwiązaniem będą na pewno dyskonty. My akurat od jakiś 15 lat robimy też sporo zakupów żywieniowych w Internecie. Większość z rzeczy takich jak: mąki, makarony, jogurty, mleko UHT, woda mineralna są na dziś paczkowane. Mam swoje ulubione marki, więc przez Internet szukam najtańszego „koszyka zakupów” w sklepie. Oszczędzamy także na czasie na zakupy i na „kręgosłupie”, bo nikt z nas nie dźwiga tych „kilogramów”. W ulubionych miejscach w Warszawie kupuję wędliny, mięso, warzywa. Akurat kupowania tego (głównie ze względów zdrowotnych) unikamy w supermarketach, które najczęściej mają te produkty wysoko przetworzone i z dodatkiem „dziwnych substancji”.

…I jedna ważna rzecz, przy zakupach internetowych, w komentarzach zawsze wpisuję jakie daty przydatności dla grup produktów potrzebuję mieć: np. jogurty – termin przydatności nie krócej niż do daty „X”

6. Kontroluj to co masz w lodówce i szafkach. 

Sprawdzaj regularnie, jakie masz „zalegające” produkty z jakimi datami przydatności do spożycia i planuj kolejne posiłki i zakupy tak, aby je wykorzystać.

7. Samodzielnie przygotowuj i „przetwarzaj” żywność.

Domowo przygotowane sosy czy mieszanki przypraw, będą nie tylko smaczniejsze, ale i tańsze. Mrożenie czy wekowanie zarówno surowej żywności, jak i gotowych półproduktów, czy całych dań jest rewelacyjnym sposobem na to, aby jednak jedzenia nie wyrzucać. Dodatkowo sprawdzają się świetnie, w sytuacjach „pod bramkowych”, kiedy nie mamy czasu na gotowanie całego posiłku. Na dziś „wujek google” dokładnie powie, jak i co możemy przetwarzać. Ja mam właściwie non stop pomrożone gotowe zestawy na zupy warzywne, sosy do makaronu, gulasze, pulpety, pierogi.  Z owoców jak ich „nie przejemy” piekę ciasta owocowe, robię szybkie konfitury (znikają natychmiast, a na owoce chętnych nie było) albo mrożę sorbety.

Kiedy mieszkałam we Włoszech, okazało się, że również włoskie lodówki, zamrażarki i szafki są pełne mrożonej lasagne, owoców morza czy ryb (które nie zostały zjedzone zaraz po zakupie), sosów do makaronu, konfitur… Chleba się nie wyrzuca, tylko suszy i robi z niego potem różne „zapiekanki”, albo bułkę tartą, albo się mrozi.


Dodatkowo pamiętaj, aby na zakupy jedzeniowe:

  • Iść z pełnym brzuchem – najedzeni kupujemy mniej. Głodni jak szaleni wrzucamy do koszyka kolejne produkty
  • Być rozgrzaną lub rozgrzanym – jak jest nam zimno i wchodzimy do ciepłego sklepu, to kupujemy więcej. Dobra herbata korzenna w kubku termicznym podczas drogi do sklepu „zrobi swoje”.
  • Zostawić dzieci w domu albo w sali zabaw – bez dzieci kupujemy mniej. Nie musimy dodatkowo opierać się „jęczeniu” i „stękaniu” w rodzaju „Mamo, Tato kup mi…”.

Co więcej, ja bardzo chętnie podczas wizyt u Mamy, Teściów, Dziadków czy „Cioć” korzystam z ofert „jedzenia na wynos”. Jeśli tylko coś mi smakowało, do tego da się to zamrozić czy jakoś inaczej przechować, to czemu nie. Jeden posiłek mniej w kolejnym tygodniu do zaplanowania i sfinansowania. Taki „warszawski Słoik” ze mnie!

Jak widzisz, dla mnie oszczędzanie na jedzeniu zaczyna się w naszej „głowie”. To ile na nie wydajemy oraz ile jedzenia wyrzucamy, zależy od tego, jakie mamy do niego podejście. Świadome przyjrzenie się swoim nawykom w tym obszarze, może doprowadzić Cię do zaskakujących wniosków. Nim następnym razem pomyślisz lub powiesz „nie mam, jak oszczędzać na jedzeniu”, sprawdź, czy przypadkiem jakaś jego część nie ląduje u Ciebie w koszu.  Świadomość to pierwszy krok do zmiany. Potem zostaje już tylko działać. Zjadać, „chomikować”, czyli przetwarzać i nie wyrzucać jedzenia oraz pieniędzy do kosza.

?A ty, jaki widzisz największy problem w oszczędzaniu na jedzeniu?

podziel się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu  🙂 


Masz Talent Kasia IwanoskaPolub moją stronę Finanse od Kuchni – Kasia Iwanoska na Facebooku

Jeśli podobał Ci się ten artykuł udostępnij go proszę swoim znajomym, zostaw „lajka” lub komentarz, a  będę wiedziała, że moja praca ma sens. Dla mnie taki Twój gest to ogromna motywacja do dalszej pracy!
IMG_0280

 

 

NIEB_BANER koniec post-okrag